Znalazłam moje chodaki. Teraz można a
nawet jest wymagane, abym była rzetelną blogerką zgodnie z tytułem
mojego bloga. Bo polka to ja jestem od urodzenia ale do tej pory nie
byłam w chodakach. Jedynie wirtualnie...tak w przenośni... Polka w
chodakach od teraz może pochwalić się swymi klompami z malutkiej a
jakże uroczej Holandii.
Tak jak moje całe życie jest w
ciągłej renowacji tak i te żółtki przejdą przemianę –
metamorfozę .
Będziecie z tym na bieżąco.
Moje chodaki to efekt pracy mojej i
mojego męża. Kosztowało nas to i kosztować będzie wielu jeszcze
wyrzeczeń ale i spinania pośladków realizacji planów. Jak się
powiedziało A to przed nami cały alfabet z tym że holenderski jest
krótszy.
To są chyba jedne z najdroższych
butów jaki kiedykolwiek sobie sprawiłam, ale jaki upominek do nich
dostaliśmy..hihi domek z ogródkiem. Wyobraźcie sobie – człowiek
szuka chodaków, które dopełniły by wreszcie strefę merytoryczną
bloga i dostaje dom!!! Razem z ogródkiem..nie z miejscem na werandę
i ledwo trampolinę dla dzieci . Miejscem na garaż, namiot,
trampolinę i inne pierdoły. Dom gdzie każdy ma swój mały kącik,
dom w którym w pierwszym rządzie zawisł mały krzyżyk, dom w
którym drzwi dla każdego są otwarte i wreszcie dom w którym moje
chodaki będą spełniać swoje zadanie.
Wiem, że Holandia dla nie których
jest tylko przystankiem. Ludzie z Polski chcą tu zarobić i wracać
do kraju. Ja tęsknie za Polską, i zapewne to co napiszę wielu
zbulwersuje, ale czuje, że jednak moje miejsce jest tu w tym domu z
chodakami. Tu gdzie jak na razie i od początku czuje spokój i
radość z życia. Tu gdzie mimo zamkniętych kościołów zbliżyłam
się do Chrystusa. Tu gdzie nie chodzę ze spuszczona głową – no
chyba, że podziwiam chodaki na stopach!!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz